Na wstępie chciałam wyklarować parę
niejasności, które mogą wyniknąć z tej listy. Po pierwsze wcale
nie uważam, że film to coś lepszego od anime, bo gdyby tak było,
to oglądałabym więcej filmów niż anime, a tak nie jest. Mówię
o tym, bo przypomniało mi się, jak kiedyś ktoś mi zarzucił, że
faworyzuję film jako formę przekazu, bo lubię rozważać
ewentualne wersje aktorskie mang lub anime. Otóż nie. Ja po prostu
zawsze tak miałam, że jak czytałam fajne książki, mangi, grałam
w gry to lubiłam sobie wyobrażać jakby to wyglądało jako film.
Nie wiem czemu, po prostu mój mózg tak ma. I zdaję sobie sprawę,
że jest wiele osób, które są strasznie przewrażliwione na
punkcie swoich ulubionych animców i jakakolwiek forma adaptacji jest
dla nich profanacją. No cóż, każdy ma prawo do własnego zdania.
Zdaję sobie sprawę, że większość adaptacji m&a do tej pory
nie powalała, ale myślę, że to nie przez to, że m&a się nie
nadaje jako materiał do adaptacji, tylko po prostu twórcy filmowi
wciąż mają w tym zbyt małą wprawę. Pomyślcie np. o komiksach z
superbohaterami. Kiedyś filmy na ich podstawie były w dużej mierze
nieudane i raczej nie traktowano tych komiksów jako dobry materiał
na filmy dla szerszej publiczności. A co mamy teraz? Wielki renesans
filmów z superbohaterami, które są oglądane i cenione przez
miliony ludzi na całym świecie. Czy kiedyś tak będzie z
adaptacjami anime? Nie wiem, ale uważam, że jak się chce, to się
da.
Przepraszam za ten trochę przydługi wstęp, ale jeszcze
jedna, mała sprawa do wyjaśnienia zanim zaczniemy. To jest lista
anime, które moim zdaniem najbardziej nadają się na to, żeby
zrobić z nich udaną adaptację filmową, ale niekoniecznie są to
anime, których adaptację najbardziej chciałabym zobaczyć. Co nie
zmienia faktu, że moje lubienie poszczególnych serii też na pewno
miało wpływ na kształt tej listy.
5. Banana Fish
Akcja tej serii
rozgrywa się głównie w Nowym Jorku. Mamy tu młodego Japończyka
oraz nastoletniego przywódcę gangu, chłopaka, który jest
własnością mafijnego bossa. Obaj młodzieńcy zaprzyjaźniają
się, ale niestety razem wplątują się w spore problemy. Pojawia
się też motyw narkotyku, używanego w niecnych celach oraz intryga
na wysokim szczeblu. Nie brakuje tu scen akcji, a kino sensacyjne
cieszy się przecież popularnością od dawna. Są też postacie z
różnych grup etnicznych, a to jest, moim zdaniem, na czasie.
Dlatego wydaje mi się, że taka adaptacja bardzo sprawdziłaby się
jako kooperacja zachodu z Azją. Pewnie zauważyliście, że czasem
jest tak, że Amerykanie robią adaptacje mang lub anime, których
akcja toczy się w Japonii, zaś Japończycy z jakiegoś powodu
wybierają te, w których większość postaci to nie Azjaci. I wtedy
rodzi się pytanie: Czemu się po prostu nie zamienią? No to tutaj
nie byłoby tego problemu, gdyby połączyć siły. Wszyscy mogliby być usatysfakcjonowani.
4. Rainbow: Nisha Rokubou no
Shichinin
Tutaj wkraczamy w bardzo mroczne klimaty, choć i
Banana Fish do lekkich nie należało. Tym razem mamy serię, której
akcja toczy się w Japonii w latach 50tych i opowiada o nastolatkach,
zmuszonych walczyć o przetrwanie w poprawczaku. Fabuła wybiega
nieco bardziej w przyszłość, więc poznajemy też ich dalsze losy,
ale w dużej mierze wpisuje się to w stylistykę historii
więziennej. A filmów i seriali o więzieniu jest całkiem sporo, co
ewidentnie pokazuje, że ludzi taka tematyka interesuje. Mało tego,
istnieje już film, który jest w bardzo podobnym klimacie do
„Rainbow”, czyli „Uśpieni”, więc czemu miałoby to nie
wypalić w wersji japońskiej, zwłaszcza, że ten materiał daje
fabularnie znacznie większe pole do popisu. Myślę, że wiele osób
na całym świecie dałoby się wciągnąć w tę historię,
zwłaszcza że mamy tu gamę naprawdę złożonych, interesujących i
bardzo różniących się od siebie postaci.
3.
Steins;Gate

Nie byłabym sobą, gdyby na liście nie pojawiło
się coś z dużą ilością postaci żeńskich. Myślę też, że
nie byłabym sobą, gdybym pominęła coś o maszynie czasu i efekcie
motyla. W zasadzie w tym anime nie ma zbyt wiele fizycznego
podróżowania w czasie, ale jest bardzo ciekawy motyw zmieniania
pewnych rzeczy w przeszłości tak, że powstają alternatywne wersje
teraźniejszości. Wiem, że wiele osób lubi taką tematykę, a do
tego dochodzi jeszcze wątek romantyczny, więc każdy znalazłby coś
dla siebie. Motyw zmian w teraźniejszości, by uchronić nas przed
mroczną przyszłością, też jest raczej znany i lubiany. Do tego
dochodzi jeszcze jedna kwestia. Mam wrażenie, że niektóre
adaptacje anime zaliczają klapę, bo z jednej strony są za mało
„animcowe” dla hardcorowych fanów, a z drugiej zbyt hermetyczne
dla ludzi spoza fandomu. W „Steins;Gate” mamy trochę typowo
„animcowych” elementów, ale też fabułę, która mogłaby
trafić do szerszej publiczności, dlatego uważam, że ta seria
zaadaptowana w odpowiedni sposób mogłaby połączyć te dwa
światy.
2. Tiger&Bunny

Powiem szczerze, dziwnym
dla mnie jest, że taki film jeszcze nie powstał. Jednak w trakcie
tworzenia tej topki dowiedziałam się, że wersja hollywoodzka jest
w planach. Mam nadzieję, że dojdzie do skutku. Pożyjemy,
zobaczymy.
Jak już wspominałam we wstępie, obecnie mamy istny
renesans filmów o superbohaterach i oglądają je nie tylko fani
komiksów. Popularność zdobyły też filmy nieco prześmiewcze, jak
np. „Deadpool” i prawdę powiedziawszy seria „Tiger&Bunny”
też trochę taka jest, bo opowiada o świecie, w którym
superbohaterowie to celebryci, a ich praca jest traktowana jako
reality show. Nie brakuje też podobieństw z „X-men”, bo
supermoce są wytłumaczone czymś w rodzaju mutacji występującej u
niektórych ludzi. Zaś sam Tiger w swoim pancerzu przypomina trochę
Ironmana.
Naturalnie aby taka adaptacja się udała, twórcy
musieliby iść na parę kompromisów, ale w adaptacjach chyba zawsze
o to właśnie chodzi. Jeśli wziąć pod uwagę kilka ewentualnych
poprawek, to byłby naprawdę idealny materiał na film na miarę
naszych czasów.
1. Berserk

Ta manga jest praktycznie
stworzona do tego, żeby zrobić na jej podstawie film. Żyjemy w
czasach, w których dark fantasy nie jest już chyba nikomu obce.
„Gra o tron” czy „Wiedźmin” pokazały wszystkim, że
fantastyka nie jest tylko dla dzieci, młodzieży i dziwaków. Że
tytuły skierowane do dorosłych też mogą się sprzedać. Że wcale
nas tak bardzo nie szokują przepełnione przemocą historie o
czarach i demonach. Mało tego, wydaje mi się, że „Berserk”
jest właśnie mangą, która doskonale przemówiłaby do osób nieinteresujących się japońskim komiksem, bo bardziej
wpisuje się w stylistykę zachodnich opowieści fantasy,
rozgrywających się w świecie a'la średniowiecze.
Myślę, że
jeden film, to byłoby za mało. Tu aż się prosi o trylogię i
jestem przekonana, że gdyby zrobić to porządnie, to każdy taki
film odniósłby ogromny sukces. Prawda jest taka, że już od dawna
na niego czekam i doczekać się nie mogę. Może zamiast brać to,
co najlepiej wychodzi Japończykom i maścić to potem okrutnie,
lepiej byłoby sięgnąć po coś, co właśnie idealnie sprawdziłoby
się jako film zachodni z wielkim budżetem i rozmachem? Mam
nadzieję, że ktoś kiedyś na to wpadnie i że uda się taki
projekt zrealizować, choć boję się, że po zbyt wielu
niewypałach, studia mogą zacząć być bardziej niechętne do
sprzedawania praw autorskich.
Podsumowując, to nie tak, że
pewne mangi czy anime koniecznie muszą mieć swoje wersje aktorskie,
bo często dobrze radzą sobie same. Ale pamiętajcie o jednym. Film
zawsze trafi do szerszego grona odbiorców niż manga czy anime, więc
gdyby umiejętnie wybierać materiał na adaptacje filmowe, możliwe,
że więcej osób zainteresowałoby się japońską animacją, a
wtedy zyskaliby wszyscy.