Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2019

Kiszonki i plany kulinarne

Ostatnio wpadłam w fazę kiszonkową. Nie ograniczam się już tylko do ogórków, ale też poszerzyłam swoją "działalność" o inne, smaczne produkty, takie jak dynia, papryka, czosnek czy rzodkiewka. Skąd się to u mnie wzięło? Zauważyłam, że kiszenie najzwyczajniej w świecie mnie uspokaja, poprawia mi humor i ogólnie działa terapeutycznie, a ostatnie dwa miesiące były dla mnie dość stresujące, więc potrzebowałam jakiejś nowej odskoczni. Pisanie to dobra forma ucieczki od doczesności, ale czasem bywa męczące, więc jakieś mniej zobowiązujące hobby również jest wskazane. Generalnie lubię gotować, ale kiszenie jest specyficzne. Zastanawiałam się na czym polega jego magia i chyba już wiem. Paradoksalnie ma to związek z tym, co tak długo zniechęcało mnie do kiszenia: czas. Przy większości kiszonek nie ma dużo roboty, ale trzeba odczekać przynajmniej parę dni, żeby były dobre. W przypadku czosnku jest to nawet kilka tygodni. Natomiast ja zawsze preferowałam jedzenie, które można przygotować szybko. Zdałam sobie jednak sprawę, że to właśnie cały ten proces czekania jest najwspanialszy, bo pozwala doświadczyć czegoś, co we współczesnym świecie prawie zostało utracone: wyczekiwanie na gratyfikację. Tak wiele rzeczy możemy mieć natychmiast, że stajemy się niecierpliwi i wszystko chcemy już od razu. A okazuje się, że ta sztuka czekania jest niezwykle ważna. Każdego dnia patrzę na swoje słoiki i myślę sobie: "Ależ one są piękne. Jak cudownie będzie wreszcie je otworzyć i spróbować ich zawartość." Jutro zamierzam otworzyć paprykę, rzodkiewkę na Halloween, a czosnek pewnie dopiero w okolicach święta niepodległości. Ale nie przeszkadza mi to, że muszę czekać. Niech te cuda sobie spokojnie dojrzewają.


A teraz nieco o planach kulinarnych. Z kiszonek chciałabym jeszcze zrobić kalafiora oraz imbir marynowany w occie ryżowym. Ale myślę, że napiszę też trochę o innych rzeczach, które przydałoby się ugotować, bo ja ciągle zapominam, co chciałabym zrobić. Wiem, mogłabym po prostu zanotować sobie w zeszycie, czy coś, ale jakoś bloga uważam za najlepszą formę przypominania sobie, na co właściwie miałam ochotę.
1) Babka ziemniaczana. Nie robiłam jej całe wieki, a to takie proste i przyjemne danie. Robi się ją podobnie jak placki ziemniaczane, tylko zamiast smażyć na patelni, piecze się masę w piekarniku, przez co danie nie jest tłuste. Polecam każdemu, komu w plackach ziemniaczanych przeszkadza nadmierna ilość tłuszczu, ale lubi ich smak.
2) Leczo. Uwielbiam paprykę, a w tym roku jakoś zadziwiająco rzadko robiłam tę potrawę. Muszę się pospieszyć i zrobić ją, póki papryka jest jeszcze tania. Nie zostało mi zbyt wiele czasu. Może dodam też dynię.
3) Kupiłam suszony bób pod wpływem impulsu i przydałoby się go do czegoś wykorzystać, tylko jeszcze nie wiem do czego. Jestem otwarta na sugestie.
4) Bułki z dodatkiem mąki kokosowej. Robiłam już z mąką dyniową i wyszło super. Jestem ciekawa jak zadziała kokosowa.
5) Tofurnik czyli "sernik" z tofu. Mam już obczajony przepis i absolutnie muszę go przetestować na dniach. Chodzi za mną od dawna.
6) Barszcz. Stwierdziłam, że skoro mam fazę na kiszonki, to grzechem byłoby nie zrobić kiszonego barszczu. Napaliłam się, że w tym roku zrobię własny barszcz na wigilię, ale najpierw wolałabym go przetestować, żeby nie wyszedł źle.
7) Indyjskie pieczywo. Jeszcze nie wiem, które konkretnie, ale mam książkę kucharską z kuchnią indyjską, którą dostałam w tym roku na urodziny i wstyd się przyznać, że na razie niewiele z niej zrobiłam. A jestem fanką kuchni indyjskiej, więc koniecznie muszę coś nowego przetestować.

I założę się, że pewnie o czymś zapomniałam, ale jak sobie przypomnę, to dopiszę do listy;)

sobota, 1 grudnia 2018

Kulinarne plany na grudzień

A co mi tam, będę ciągnąć temat. Zwłaszcza, że w grudniu są święta, więc ma się ochotę zrobić dużo dobrych rzeczy.
- zupa z suszonymi grzybami - ostatnio kupiłam w Selgrosie wielką paczkę suszonych borowików, więc koniecznie muszę to wykorzystać do jakiejś pysznej zupki.
- jakaś "chińszczyzna" - tak, wiem, że na razie to strasznie ogólnikowo piszę, ale tak czasem jest, że mam pomysł na coś "mniej więcej" i dopiero jak robię zakupy to zaczyna mi się precyzować, co dokładnie zamierzam zrobić. Ostatnio mam ochotę na smaki azjatyckie, choć oczywiście nie umiem gotować autentycznych dań z tego regionu, ale chętnie się zainspiruję.
- kawior z bakłażana - to już brzmi konkretnie... i dziwnie. Ale ostatnio natknęłam się na ten przepis przeglądając bloga Jadłonomia i uznałam, że jest dość prosty. A do tego uwielbiam bakłażana i ostatnio mam ochotę częściej go robić.
- sałatka z pieczonego bakłażana, papryki i mozzarelli - znalazłam ten przepis w książce "Obfitość" i uznałam, że chcę go zrobić, bo prosty, bo bakłażan, bo lubię sałatki. Generalnie uważam, że ciężko jest znaleźć dobre przepisy na sałatki.
- smalec z fasoli z porem i gruszką - klasyczny smalec z fasoli robiłam nie raz, ale chciałabym coś urozmaicić i ten przepis bardzo mnie zaciekawił.
- pasztet z soczewicy - też robiłam nie raz, ale zawsze było to moje własne eksperymentowanie. Tym razem uznałam, że wykorzystam przepis z Jadłonomii, bo póki co wszystkie się sprawdzają. Myślę, że to może być dobre na święta.
- ciasto guinness - z reguły nie piekę, ale uparłam się, że tym razem na święta zrobię coś słodkiego. Jeszcze nie wiem na sto procent, czy to będzie akurat to ciasto, ale przykuło moją uwagę, gdy przeglądałam przepisy na termomix. Wygląda na tyle prosto, że chyba nawet ja powinnam z nim sobie poradzić.

niedziela, 4 listopada 2018

Kulinarne plany na listopad

Tematyka tego posta może wydawać się śmiesznie prozaiczna, ale już tłumaczę, o co chodzi. Często jest tak, że mam ochotę ugotować dużo różnych potraw, ale albo nie mam czasu, albo zapominam, co tak naprawdę chciałam zrobić. Oczywiście można po prostu zapisywać to w zeszycie, albo na karteczkach, ale doszłam do wniosku, że jak zrobię to tutaj, to będę mieć więcej frajdy. I może rzeczywiście w ten sposób będę się mogła zorganizować i przyrządzić to, co tak ciągle za mną chodzi. Jak ta forma się sprawdzi, to może będę tworzyć podobne posty na inne miesiące, zobaczymy.
Zapiekanka ziemniaczana z wege "mięsem" - jak nie wiecie, co to wege "mięso", to zapraszam do tego postu. Zapiekanki z ziemniaków nie robiłam od lat, ale jakoś nie dawno pomyślałam sobie, że to mogłoby fajnie wyjść z niektórymi seitanowymi produktami. Mam ich jeszcze sporo w lodówce, więc chętnie któryś do tego wykorzystam, tylko muszę się wstrzelić w taki termin, żeby móc się z tym zorganizować. Jak się pracuje o bardzo nieregularnych porach, to z niektórymi potrawami jest problem, dlatego najczęściej robię po prostu potrawki, które starczają na kilka dni i które można w pracy odgrzać w mikrofali.
Turecka zupa soczewicowa - to danie już wcześniej robiłam, nawet nie raz i po dłuższej przerwie mam na nie znowu ochotę, bo pasuje na jesień. Jest wygodne, bo nie jest pracochłonne, nie musi być jedzone na świeżo i można wziąć do pracy, więc myślę, że tu nie będzie problemu ze zorganizowaniem się, o ile nie zapomnę.
Barszcz ukraiński - tej zupy jeszcze nigdy nie robiłam i aż wstyd, bo widnieje w jednej z moich ulubionych książek kucharskich: w Jadłonomi. Ale jakoś dopiero dzisiaj przeczytałam dokładnie przepis i zdałam sobie sprawę, że jest naprawdę prosty. Teraz mam smaka na to danie, więc będę musiała je niebawem zrobić.
Sałatka jarzynowa z ziemniakami zamiast jajek - choć na razie robiłam tylko raz, to uważam, że smakuje mi bardziej niż tradycyjna sałatka jarzynowa. W sumie też proste do zrobienia, ale nie jakieś super szybkie, więc pewnie zrobię w jakiś luźniejszy dzień. Niby dziś jest luźniejszy dzień, ale już mam co jeść, więc sałatka musi poczekać.
Klopsiki szwedzkie z czerwonego ryżu - też danie z Jadłonomii. W sumie to jeszcze nie wiem, czy to plan na listopad, czy na grudzień, bo ostatni raz robiłam je na wigilię (wiem, mało tradycyjnie:P) i teraz jakoś mi się kojarzą świątecznie. Ale może mi przyjdzie ochota już wcześniej, nie wykluczam tego, bo mi ostatnio chodzą po głowie.
Smarowidło z dyni i suszonych pomidorów - wczoraj wyczaiłam na blogu Jadłonomia i stwierdziłam, że będę musiała zrobić, bo uwielbiam dynię i uwielbiam suszone pomidory. I nie raz robiłam smarowidła z jednych i drugich, ale zawsze oddzielnie. Jakoś nigdy nie wpadłam na to, żeby je połączyć.
Może to za krótka lista, żeby wypełnić cały listopad, ale pamiętajmy, że jeszcze musi zostać miejsce na improwizację;) A tak w ogóle, to nie wiem, czy nie zmienię wyglądu bloga. Ten już trochę mi się znudził. Mam ochotę na jakąś minimalistyczną elegancję.

piątek, 19 października 2018

Wegetariańskie "mięsa"

Postanowiłam reanimować bloga i więcej pisać o przemyśleniach na różne tematy, bo często mam tak, że wielorakie myśli krążą mi po głowie i nie mają ujścia. Czasem są to tematy błahe, czasem poważne i za każdym razem mam jakiś problem z podzieleniem się nimi. Tak jakbym straciła moc pisania, bo w głowie niby mam ułożone, co mam powiedzieć, ale jakoś nie jestem w stanie dokonać transferu myśli. Z drugiej strony to blog, który nie ma aspiracji na bycie jakimś poważnym, opiniotwórczym portalem, więc jak wyjedzie koślawo, to trudno. Czemu by nie spróbować?
Zdecydowałam się zacząć od tematu raczej lekkiego, bez wdawania się w jakieś wielkie kontrowersje. Jesień to chyba moja ulubiona pora roku na gotowanie i ostatnimi czasy z chęcią testuję tzw. wege "mięsa". I postanowiłam wytłumaczyć tu pewne kwestie, które u wielu ludzi wciąż wzbudzają... brakuje mi słowa... powątpiewanie? Zdziwienie? Nie chcę mówić "niezrozumienie", bo to nie jest jakaś trudna, społeczna kwestia, ale po prostu wydaje mi się, że przydałoby się parę słów wyjaśnienia o co chodzi z tym dziwnym wege "mięsem".
Na pewno wielu z was spotkało się z czymś takim jak sojowe kotlety lub parówki (o nazewnictwie powiemy później). Nawet jeśli nigdy tego nie jedliście, to pewnie chociaż obiło się wam o uszy. Oczywiście, to, czy to rzeczywiście smakuje jak mięso, to inna kwestia, ale zaobserwowałam, że pojawia się takie zaskoczenie na zasadzie: "no ale skoro nie chcesz jeść mięsa, to po co próbujesz je czymś imitować?" I od razu mówię, że ja się o to nie obrażam, bo to bardzo dobre pytanie. Sama je sobie kiedyś zadawałam i myślę, że wreszcie mogę udzielić spójnej odpowiedzi. Generalnie był taki okres, kiedy mocno stroniłam od produktów tego typu. Nigdy nie miałam problemu z tęsknotą za mięsem, więc wcale mi nie zależało na jedzeniu czegoś, co je przypomina. Ale pamiętam, że kiedy powstała nowa, dobrze oceniana wege restauracja w Krakowie, przeszłam się do niej i zaskoczyło mnie, że wiele dań w karcie miało w składzie "mięso". Na początku mnie to trochę wkurzyło, bo pomyślałam sobie: "no cholera, nie po to idę do knajpy wege, żeby mi dawali coś, co ma być jak mięcho". Spytaliśmy się z czego owe mięcho jest zrobione i pani powiedziała, że z seitanu (wysokobiałkowy produkt otrzymywany z glutenu pszennego). A ponieważ jestem osobą, która lubi próbować nowe rzeczy, stwierdziłam, że co mi tam, zamówię. I danie było przepyszne:) Oczywiście nie każdego taki produkt musi przekonać. Jednemu będzie smakować, drugiemu nie. Ja lubię dużo przypraw i mocne smaki, a to właśnie smakowało głównie przyprawami. Czy to znaczy, że zaczęłam tęsknić za mięsem? Nie, bo nie uważam, żeby to rzeczywiście smakowało jak mięso. Zresztą nie jest to coś, co jadam na co dzień, ale po prostu fajnie jest czasem spróbować czegoś innego. Żeby było weselej ostatnio dostałam od przyjaciół całą paczkę wege "mięs", które też są zbożowe i mocno doprawione, więc mi to podeszło i sama od czasu do czasu sobie zamawiam, żeby trochę poeksperymentować w kuchni z czymś nowym.
No dobrze, ale co z innymi ludźmi? Czy oni też chcą tylko poeksperymentować w kuchni? Cóż, trzeba by o to zapytać ich samych, ale myślę, że warto nadmienić tu o pewnej ważnej rzeczy. Ludzie przechodzą na wegetarianizm z różnych powodów. Niektórzy po prostu mają taki kaprys i chcą być trendy, niektórzy z powodów zdrowotnych, a inni z religijnych lub moralnych. I ta ostatnia grupa wydaje mi się całkiem liczna, a to nie muszą być osoby, które nie lubią mięsa. Mogą tęsknić za swoimi ulubionym potrawami, ale najzwyczajniej w świecie źle czują się psychicznie, jeśli je spożywają, więc w takim przypadku wcale się im nie dziwię, że szukają substytutów. Dla niektórych z nas, to może wydawać się dziwne, wręcz irracjonalne, ale pamiętajmy, że nie jesteśmy tacy sami i nie możemy wszystkich mierzyć swoją miarą.
Ja osobiście często traktuję dania mięsne jako inspirację, choć wcale nie mam ochoty na oryginał. Przykładowo, nie cierpię prawdziwych flaczków, ale kiedyś zobaczyłam przepis na wersję wege, przeczytałam składniki, wyobraziłam sobie efekt końcowy i pomyślałam: "Hmmm, to może być bardzo dobre". Przetestowałam więc danie i teraz to jedna z moich ulubionych zup:) Innym razem spróbowałam smalcu wege i choć nigdy nie jadłam oryginału, pomyślałam: "dobre to, teraz będę robić sama". I robię, choć nawet nie wiem, czy smakuje podobnie jak oryginał i w sumie nie jest to dla mnie istotne. Ale tutaj rodzi się kolejne, często zadawane pytanie: "No na cholerę nazywać to flaczkami i smalcem jak to nie ma z nimi nic wspólnego!" W sumie racja, nie ma, może poza inspiracją, ale każdy może sobie nazywać rzeczy jak chce, więc korzystam z tego nazewnictwa, które się przyjęło. Wiem, że ludzie kłócą się czasem o to, czy sojowe kotlety, parówki i inne takie rzeczy powinny się tak nazywać, skoro nie mają z mięsem nic wspólnego. Ale wiecie co? Ja mam to gdzieś, serio. Co za różnica jak to się nazywa, skoro dalej pozostaje tym samym? Wszechświat jest wielki i tajemniczy, więc po co zawracać sobie głowę takimi pierdołami? Nie miałam bólu dupy, gdy Pluton przestał być nazywany planetą, bo dla mnie równie dobrze mógłby zostać nazwany "klumklumklum", a wszechświat pozostałby niezmieniony. I tak samo nie będę mieć bólu dupy, jeśli następnym razem, jak pójdę do sklepu, kotlety sojowe będą mieć na opakowaniu napisane "sojowa śluma". To tylko słowa, zlepek dźwięków. Pamiętajmy jednak, że produkt jakoś trzeba sprzedać, więc jego nazwa powinna coś człowiekowi mówić. Chociaż... kto wie, może "sojowa śluma" sprzedawałaby się lepiej. Dobra, dla mnie to od tej pory sojowa śluma, mam nadzieję, że artykuł dobrze się czytało. Do następnego razu, cześć:)

środa, 2 sierpnia 2017

Chłodnik pomidorowo-paprykowy

Na upały najlepszy jest chłodnik (i parę innych rzeczy:P), dlatego postanowiłam podzielić się przepisem na mój ulubiony. Jak zwykle mam problem z określeniem proporcji, więc jak uznacie, że wolicie więcej pomidorów lub więcej papryki, to róbcie po swojemu. To nie ma tutaj tak dużego znaczenia.

Składniki:
- 1kg pomidorów
- 3 czerwone papryki
- 1 duża cebula
- 2 ziemniaki średniej wielkości
- natka pietruszki
- bazylia
- czosnek
- wędzona papryka słodka
- sól
- pieprz lub ostra papryka (opcjonalnie)
- olej z pestek winogron


Ziemniaki obrać i ugotować. Paprykę i cebulę pokroić (może być byle jak), a następnie podsmażyć na oleju z pestek winogron. Pomidory sparzyć i obrać. To wszystko zmiksować. Przed miksowaniem można dodać dwa ząbki czosnku (najlepiej wycisnąć). Jeśli się nie zmieści wszystko do blendera, można miksować na raty i potem połączyć ze sobą. Ja najpierw miksuję paprykę z ziemniakami, a potem pomidory. Doprawić solą, ewentualnie czymś pikantnym. Ja dodaję oliwy z chilli. Dodać łyżkę wędzonej papryki, posiekaną pietruszkę, bazylię. Dokładnie wymieszać. Ja lubię podawać z makaronem. Chłodnik powinien trochę posiedzieć w lodówce, zanim go będziemy podawać. Pyszności!

sobota, 24 czerwca 2017

Czemu nic się nie dzieje

No właśnie, czemu nic tu nie piszę, skoro niedawno twierdziłam, że wena wraca. Generalnie wena wraca i odchodzi,  a ja doszłam do wniosku, że przestanę się nią przejmować. Będzie mi się chciało popisać, to zrobię to, jak nie... to trudno. Przynajmniej jeśli chodzi o opka i inne takie. Ale jeśli chodzi o posty na blogu, to czasami mam tak, że z jednej strony chciałabym o czymś napisać, a z drugiej strony dochodzę do wniosku, że lepiej nie / nie chce mi się / nie ma po co / itp. Za równo jeśli chodzi o poważne tematy, jak i te trywialne. Doszłam jednak do wniosku, że jeśli już pisać, to chyba wolę trzymać się z daleka od poważnych przemyśleń, bo jakoś nie mam ochoty na zażarte dysputy o życiu. Dlatego powracam do zagadnień trywialnych, a tym zagadnieniem na dziś jest: gdzie na pizzę w Krakowie? Dawno nie jadłam pizzy na mieście. Fajnie zrobić swoją własną, ale nie zawsze się chce:P I generalnie jestem zdania, że ciężko w Krakowie dostać dobrą pizzę. A to naprawdę nie jest trudne danie. Tylko trzeba mieć dobre składniki i umieć wypiekać ciasto, a okazuje się, że to przerasta większość lokali:(

sobota, 18 lutego 2017

Bidne przepisy 2

„Carpacio” z ogórka i jabłka

Główne składniki:
- świeży ogórek
- jabłko
- orzechy włoskie

Dodatki:
- musztarda
- olej
- ocet (najlepiej jabłkowy)


Z jabłka wyciąć środek. Ogórka pokroić na bardzo cienkie plastry, jabłko również. Ułożyć plastry na talerzu. Łyżkę musztardy wymieszać z olejem i odrobiną octu aż nabierze konsystencji sosu. Polać plastry, posypać orzechami.


Ziemniaki duszone z kapustą

Główne składniki:
- kilka ziemniaków
- kawałek włoskiej kapusty albo jedna mała
- cebula

Dodatki:
- sól
- czosnek
- koncentrat pomidorowy
- olej

Cebulę pokroić w paski i zeszklić na oleju. Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę. Kapustę pokroić w paski. Wymieszać wszystko, zalać wodą tak, by przykrywała warzywa i gotować aż zmiękną. Dodać sól, koncentrat pomidorowy i wyciśnięty ząbek czosnku.


Zupa ziemniaczana z kaszą gryczaną


Główne składniki:
- ziemniaki (ponad pół kilo)
- kasza gryczana (100 gram)
- cebula
- marchewka

Dodatki
- sól
- pieprz
- olej
- natka pietruszki

Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, podobnie marchewkę, cebulę pokroić w paski. Warzywa oraz kaszę zalać wodą (ok 3 litry) i gotować do miękkości. Doprawić solą i pieprzem. Na końcu dodać posiekaną pietruszkę i łyżkę oleju.


Krem grochowo-warzywny

Główne składniki:
- groch (200 gram)
- marchewka
- cebula
- ziemniak

Dodatki:
- sól
- pieprz
- majeranek
- natka pietruszki

Groch moczyć przez noc. Warzywa ugotować do miękkości. Osobno gotować groch aż się zacznie rozpadać. Połączyć wszystko i zmiksować, dolać wywaru z warzyw, by uzyskać odpowiednią konsystencję. Doprawić solą, pieprzem, majerankiem i natką pietruszki.


Zapiekanka pasterska w wersji bieda

Główne składniki:
- kasza gryczana (200 gram)
- 3 marchewki
- 2 cebule
- kilo ziemniaków

Dodatki:
- sól
- pieprz
- przecier pomidorowy
- masło
- olej
- tymianek
- natka pietruszki

Kaszę ugotować. Marchew i cebulę pokroić w kostkę. Cebulą podsmażyć na oleju, potem dodać marchew, trochę wody i dusić ok. 15 minut. Dodać kaszy, przecieru pomidorowego i przypraw, wymieszać i dusić jeszcze przez chwilę. Ziemniaki obrać, ugotować i zrobić z nich puree z dodatkiem masła. Posmarować formę olejem, przełożyć do niej kaszę z warzywami, a na to położyć puree. Piec w 180 stopniach ok 20 minut, aż zacznie bulgotać. Udekorować pietruszką.

sobota, 31 grudnia 2016

Bidne przepisy 1

Na pierwszy rzut postanowiłam dać przepisy na potrawy, które już robiłam w takiej lub bardzo podobnej formie. W następnej fazie przejdę do eksperymentów i będę testować nowe potrawy. To pewnie trochę potrwa, więc na razie macie poczekadełko:

Kapuśniak

Główne składniki:
- kiszona kapusta (ok. pół kilo)
- ziemniaki (kilka małych, albo jeden wielki)
- marchewka (jedna średnia powinna wystarczyć)

Dodatki:
- sól
- pieprz
- majeranek
- kminek
- olej słonecznikowy lub z pestek winogron

Kapustę posiekać i zagotować w 3 litrach wody. Gotować jakieś 30 minut, potem pokroić ziemniaki i marchew w kostkę, dorzucić, i gotować jeszcze 20 minut. Doprawić solą. Spróbować czy składniki zmiękły, jeśli tak, to dodać pieprz, kminek i majeranek. Wlać łyżkę oleju i wymieszać. Mniam.


Babka ziemniaczana


Główne składniki:
- ziemniaki (kilo)
- cebula (jedna duża lub dwie mniejsze)

Dodatki:
- mąka
- sól
- pieprz
- olej
- jajka (jedno lub dwa)

Ziemniaki obrać i zetrzeć na tarce lub zmielić razem z cebulą, jeśli się ma do tego maszynę, ewentualnie cebulę posiekać drobno i dodać do masy. Dodać jajka, 5 łyżek mąki, płaską łyżkę soli, szczyptę pieprzu i ponownie wymieszać. Wlać do posmarowanej olejem brytfanki. Piec w 180-200 stopniach około 35 minut. Pasuje do tego jogurt lub sosy na jego bazie. Pychotka.


Czosnkowy krem z ziemniaków

Główne składniki:
- ziemniaki (ok. 750 gram)

Dodatki:
- nieduże opakowanie śmietany 18%
- sól
- dwa ząbki czosnku

Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości. Zmiksować razem ze śmietaną. Dodać pół litra wody, wyciśnięte dwa ząbki czosnku, doprawić solą i znowu zmiksować. Serio, to takie proste, a jak smakuje.


Smażona kasza gryczana z cebulą

Główne składniki:
- kasza gryczana
- cebula (wystarczy jedna średniej wielkości na jakieś 100 gram kaszy)

Dodatki:
- papryka słodka w proszku
- sok pomidorowy
- olej
- sól
- pieprz

Kaszę gryczaną ugotować w osolonej wodzie. Cebulę posiekać drobno i zeszklić na oleju. Posypać papryką i wymieszać. Dodać kaszę i smażyć jeszcze kilka minut. Podlać nieco sokiem pomidorowym i dusić aż się odparuje. Opcjonalnie doprawić pieprzem. Danie sprawdza się jako dodatek np. do mięs, ale można też dodać warzyw jakie się lubi, grzybów, albo nawet wszamać samo.


Surówka z ogórka

Główne składniki:
- świeży duży ogórek (kilka jeśli używamy tych małych)

Dodatki:
- ząbek czosnku
- oliwa
- sól

Ogórka obrać i pokroić na bardzo cienkie plastry. Czosnek wycisnąć do małego naczynia, posypać solą i zalać odrobiną oliwy. Dokładnie wymieszać i odstawić na kilka minut. Jak się przegryzie, polać ogórka i całość wymieszać. Należy podawać na świeżo.


Awanturka z ogórkiem i cebulą

Główne składniki:
- twaróg
- kiszony ogórek
- cebula (opcjonalnie szczypiorek)

Dodatki:
- jogurt naturalny
- sól

Cebulę pokroić w drobną kostkę, posolić, wymieszać i odstawić na kilka minut, żeby się spociła. Twaróg rozrobić z kilkoma łyżkami jogurtu, żeby nabrał nieco bardziej kremowej konsystencji. Dodać cebulę i drobno posiekanego ogórka. Wymieszać. Pasuje do kanapek, ale można też próbować to zapiec w cieście filo lub francuskim.


Ruski farsz do naleśników

Główne składniki:
- ziemniaki
- twaróg
- cebula

Dodatki
- zioła (np. majeranek lub cząber)
- sól
- pieprz

Robienie pierogów jest czasochłonne, więc jeśli lubicie ruskie, ale chcecie zaoszczędzić trochę czasu, to polecam naleśniki z ruskim farszem. Najlepiej wykorzystać okazję, gdy zostanie nam trochę ziemniaków z poprzedniego dnia, bo powinny być zimne. Należy je rozrobić tłuczkiem z twarogiem. Nie podaję proporcji, bo to kwestia gustu. Ja wolę jak jest więcej ziemniaków i tylko trochę twarogu, ale niektórzy wolą pół na pół, albo nawet więcej twarogu, więc to już zależy od was. Cebulę należy posiekać drobno w kostkę i podsmażyć aż się zacznie brązowić. Dodać do masy, doprawić solą, pieprzem, ziołami i wymieszać. Smarować naleśniki i zawijać w rulon. Można je podsmażyć na patelni, albo zapiec. Pasuje do tego sos czosnkowy.

---

Wiem, że pominęłam jabłko, groch i orzechy, bo na razie nie robiłam z nimi potraw, które mogłyby tu podpasować. Ale zapewniam, że po fazie testów na pewno coś się z nimi pojawi. Uzbrójcie się jednak w cierpliwość, bo zbieranie nowych przepisów pewnie potrwa trochę dłużej. A póki co życzę wam smacznego.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Koniec zgłoszeń

Bardzo dziękuję wam za zgłoszone produkty. Podsumowując mamy: kapustę, jabłka, kaszę gryczaną, groch, orzechy, ziemniaki. cebulę i twaróg. To już samo w sobie powinno wystarczyć, aczkolwiek były jeszcze dwie osoby, które zgłosiły produkt poza komentarzami. Hien zgłosił ogór na forum Polskiej bazy opowiadań i fanfiction, bo nie dał rady wrzucić komentarza, zaś moja przyjaciółka zgłosiła marchewkę smsem. Mam do was pytanie, czy chcecie, żebym zawarła te produkty w moim challengu? Stopniowo też będę starała się pisać tu moje propozycje potraw.

sobota, 17 grudnia 2016

Druga runda zgłoszeń

Ponieważ na challenge uzbierało się trochę mało produktów, postanowiłam zrobić drugą rundę z tymi samymi zasadami. Bardzo jednak was proszę, żebyście pisali swoje zgłoszenia w komentarzu, bo inaczej nie będzie na blogu dowodu, że one miały miejsce. Jeśli uda się uzbierać tyle samo zgłoszeń, co w poprzedniej rundzie, to myślę, że wystarczy. Nawet fajnie się składa, bo głosowanie zakończy się przed świętami, a potem będę miała trochę wolnego czasu, więc może uda się przetestować niektórego potrawy. Moja druga propozycja: ziemniaki.

piątek, 9 grudnia 2016

Bidne gotowanie challenge

Ten pomysł chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. A że gotowanie to jedno z moich głównych hobby, uważam, że jak najbardziej posty o takiej tematyce powinny znajdować się na tym blogu. O co jednak chodzi z tym challengem? Czasem słyszę, że aby smacznie i zdrowo jeść, trzeba mieć dużo czasu i pieniędzy. Od dawna chciałam pokazać, że dość prosto da się obalić ten mit i zastanawiałam się w jakiej formie to zrobić. Dlatego przyszedł mi do głowy challenge. Rzucę nazwą jednego produktu i każdy z was może w komentarzu również wymienić jeden (tak, by się nie powtarzały). Moim zadaniem będzie wymyślenie jak największej liczy potraw właśnie z tych produktów. Nie mogą być to skomplikowane potrawy i nie muszą wszystkie z tych produktów pojawiać się w każdej. Zastrzegam też sobie prawo do korzystania z ogólnodostępnych przypraw i dodatków, np. sól, olej, mąka itp. Ale głównymi składnikami mają być właśnie te produkty podane przez was. Potem wrzucę przepisy, postaram się je przetestować w praktyce i wy oczywiście też będziecie mogli to zrobić. Jednak produkty muszą spełniać pewne wymogi: być tanie, łatwo dostępne przez cały rok i wegetariańskie (sorry, innej kuchni nie umiem:P). Może wyjdzie fajnie, może wyjdzie siara... nie wiem. Ale czemu nie spróbować? Rzucam pierwszy produkt: kapusta (obojętne jaka, byle tania). Myślę, że wystarczy tydzień na podrzucanie produktów. A potem zobaczymy co dalej.