czwartek, 9 listopada 2017

5 anime, którym nie zdołałam sprostać

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że to nie jest lista złych anime. Moim celem nie jest tutaj krytykowanie tych serii, lecz pokazanie czemu niektóre anime (niekiedy uchodzące za bardzo dobre) nie były w stanie przemówić do mnie na tyle, bym chciała je kontynuować. Chyba każdy z nas miewa czasami takie sytuacje, że ktoś nam coś poleci, a my jakoś nie możemy się wciągnąć. Fragmenty opisów wzięłam z shinden.pl.

1. Junjou Romantica



Na początek Boys Love. Cóż może pójść nie tak z BL? Przecież serie BL to mi z ręki jedzą. Przecież „Gravitation” oglądałam kilka razy, w tym po niemiecku dla urozmaicenia. Wydawałoby się, że i tym razem pójdzie dobrze. Jest sobie taki młodszy koleś, który jest słodki i taki starszy od niego koleś, który jest pisarzem (o, jak w „Gravitation). Przy czym ten pisarz jest zakochany w starszym bracie tego pierwszego... czy jakoś tak. No dobra, może nie do końca jak „Gravitation”, ale liczyłam na to, że klimat będzie podobny. Ale nie jest, przynajmniej tak mi się wydaje, bo obejrzałam jakieś trzy odcinki... i one były nudne. Po prostu. Nic więcej. Nie wciągnęło mnie, nie zainteresowało, postacie były jakieś takie nijakie. I to w zasadzie wszystko.

2. Higurashi no Naku Koro ni



Anime to poleciła mi osoba, do której mam zaufanie i cały czas wierzę, że ono jest dobre, ale wiecie, czasami jest tak, że obejrzycie jeden odcinek i po prostu nie możecie ruszyć dalej, macie blokadę. Przy czym sami przyznacie, opis fabuły brzmi intrygująco: „Lato roku 1983. Maebara Keiichi przeprowadza się do Hinamizawy - niewielkiej japońskiej wioski, gdzie każdy zna każdego, a życie płynie w spokojnym tempie. Chłopiec szybko zaprzyjaźnia się z czterema dziewczętami należącymi do szkolnego koła gier i zabaw. Razem beztrosko spędzają swój czas, jednak wszystko ulega zmianie wraz z nadejściem święta Watanagashi. Okazuje się, że wioskowy festiwal wiąże się z tajemnicami, które nigdy nie powinny być odkrywane. Już wkrótce w Hinamizawie ma dojść do zdarzeń nie dających się wytłumaczyć zwykłą logiką...” Problem leży w tym, że w pierwszym odcinku nie dzieje się praktycznie nic, a do tego w moim prywatnym odczuciu anime wygląda po prostu brzydko. Tak wiem, podobno to dobra seria i mogę was pocieszyć tym, że z całej tej listy, ona ma największą szansę na to, że kiedyś do niej powrócę. Ale już bez pierwszego odcinka.


3. Free



O, seria o sporcie, który jest fajny? No, to się w moim przypadku rzadko zdarza. Gdyby jednak w tym anime rzeczywiście chodziło o pływanie... Cóż, może się mylę, może nie mam racji. W końcu obejrzałam tylko (aż!) jeden odcinek, ale naprawdę odniosłam wrażenie, że pływanie jest tu tylko pretekstem do fanserwisu. I w sumie nie twierdzę, że fanserwis jest zły. Czasem można coś obejrzeć głównie dla golizny. Jednak trzeba mieć do tego odpowiedni stan umysłu, a ja zabierając się za to anime mimo wszystko liczyłam na troszkę więcej. Chyba, że się mylę i później robi się ciekawie, to możecie rozwiać moje wątpliwości.

4. Gintama



Jedna z najwyżej ocenianych serii anime w USA, cóż mogłoby pójść nie tak? Do tego świat brzmi naprawdę zachęcająco: „Sakata Gintoki to samuraj żyjący w czasach, w których samuraje zostali pozbawieni honoru i dumy, zakazano im nawet noszenia mieczy. Akcja nie rozgrywa się jednak w erze Meiji, jak możnaby z powyższego zdania wywnioskować, lecz w jej alternatywnej wersji, w której kultura feudalnej Japoni (kimona, katany, tradycyjne budynki) przeplata się z techniką, jaką znamy dzisiaj, a nawet taką, której jeszcze nie poznaliśmy (telewizja, latające samochody, współczesna broń).” Do tego, jeśli dobrze pamiętam, pojawia się też motyw z kosmitami, więc już dużo do szczęścia nie potrzeba. Z anime też kojarzyłam różne sceny parodiujące inne serie, przez co moja ciekawość osiągnęła wysoki poziom. Obejrzałam dwa odcinki i... coś nie pykło. Nawet ciężko powiedzieć co. Postacie naprawdę przypadły mi do gustu, a dla mnie to najważniejszy element każdej serii. Jak to możliwe, że tyle pozytywnych cech nie wystarczyło? Wydaje mi się, że po prostu rodzaj humoru mnie przerósł. Z japońskim humorem jest tak, że czasem do mnie trafi, czasem nie i tutaj najwyraźniej mamy ten drugi przypadek. Nie twierdzę, że to zły rodzaj humoru, ale jakoś mnie nie ruszył. Bardzo możliwe, że gdyby to była krótka seria, udałoby mi się ją łyknąć, ale że odcinków jest dużo, uznałam, że nie ma sensu się męczyć.

5. Fullmetal Alchemist




Najdziwniejsze zostawiłam na koniec. Czemu najdziwniejsze? No spróbujcie popytać ludzi, którzy siedzą w anime i zobaczcie ile osób stwierdzi, że nie lubi FMA. Zresztą nawet nie mogę powiedzieć, że nie lubię tej serii. Wydaje mi się, że problem tu jest zdecydowanie bardziej złożony. Obejrzałam wcale nie tak mało, bo jakieś kilkanaście odcinków. Czyli więcej niż te wszystkie anime razem wzięte z całej listy. Dlatego naprawdę bardzo, ale to bardzo próbowałam się wciągnąć w tę serię. Ale znowu nie pykło i chyba mam teorię dlaczego. Otóż za FMA wzięłam się w momencie, gdy moje zainteresowanie anime zaczęło iść w kierunku trochę innych klimatów, innego stylu. I wydaje mi się, że gdybym wzięła się za FMA parę lat wcześniej sytuacja wyglądałaby zgoła odmiennie. Ale cóż, wyszło jak wyszło. Nie da się polubić wszystkiego.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Pomysły na rankingi

Ponieważ ostatnimi czasy moje zainteresowanie anime nieco odżyło, pomyślałam, że mogłabym stworzyć więcej rankingów w tym temacie. Rzucę kilka propozycji i chciałam was spytać, które z nich podobają wam się najbardziej, albo które chcielibyście zobaczyć w pierwszej kolejności. Z reguły jest tak, że przychodzi mi pomysł na ranking, a potem dochodzę do wniosku, że w sumie po co pisać, że głupie, że mi się nie chce itp. więc potrzebuję kopa w dupę:)
Moja pierwsza propozycja to ranking moich ulubionych kobiet koksów. Stwierdziłam, że w animach pojawia się naprawdę dużo fajnych, silnych postaci żeńskich, więc byłoby w czym przebierać. Druga propozycja to top ulubionych pairingów, które są kanonem (tytuł roboczy:P). Generalnie chodzi mi o to, żeby przedstawić najfajniejsze pairingi, które rzeczywiście występują w danej serii. Ale myślałam też o liście pairingów, które nie są kanonem, ale chciałabym, żeby były. No wiecie, takie niespełnione marzenia fangirla:P A ostatni pomysł jest najdziwniejszy i chyba może spowodować trochę hejtu, ale i tak o nim powiem. Myślałam o liście animców, które próbowałam oglądać, ale szybko wymiękłam. I to nie miałby być ranking na zasadzie zjeżdżania czegoś, bo nie śmiałabym oceniać czegoś, czego widziałam tylko kawałek. Ale chciałabym napisać parę słów o tym dlaczego wymiękłam, bo to całkiem intrygujące i sama się sobie dziwię, że czasem wymiękam, biorąc pod uwagę, że niektóre z tych anime uchodzą za bardzo dobre. I na razie to wszystkie propozycje.

niedziela, 29 października 2017

6 anime, które chcę obejrzeć, ale mam opory

Czasami jest tak, że chętnie wzięlibyście się za jakąś nową serię, ale coś sprawia, że nie możecie zebrać się w sobie i włączyć tego pierwszego odcinka. Pomyślałam, że jak napiszę o tych różnych animcach, które za mną chodzą, to może łatwiej będzie mi zdecydować, czy zabierać się za coś nowego, a jeśli tak, to za co. Siłą rzeczy opisy zostały wzięte z innych portali. Wiem, że zajmują większość tego tekstu, ale cóż, sama tych animców nie oglądałam, więc ciężko byłoby mi się na ich temat rozpisywać. Chciałam po prostu przedstawić swoje powody i dać wam jakieś informacje o tych seriach, żeby łatwiej było zrozumieć, o co mi chodzi. Pragnę też zaznaczyć, że wszystkie te serie są wysoko oceniane na portalach internetowych, więc jakość samego anime nie jest tu częścią dylematu. Kolejność w tym rankingu (czy może raczej liście) również nie ma znaczenia.


6 anime, które chcę obejrzeć, ale mam opory





1. Uchuu Kyoudai

 

Opis: Historia opowiada o losach dwóch braci, Hibito i Mutty. Młodszy brat, Hibito, już od urodzenia ma niebywałe szczęście. Niestety, starszy brat, Mutta, to jego przeciwieństwo - pechowiec. Pewnego dnia, spoglądając w niebo, bracia widzą UFO. To wydarzenie odciska na nich piętno i składają wspólną obietnice stania się astronautami. W roku 2025 Hibito dotrzymuje swojej obietnicy i trafia do grupy astronautów, którzy niedługo polecą i zamieszkają przez pewien czas na Księżycu. W międzyczasie jego starszy brat porzuca pracę i staje się bezrobotnym. Jednakże jedna wiadomość od brata wystarcza, żeby podjąć decyzję ponownego rozpoczęcia starań, aby zostać astronautą. - źródło shinden.pl

Czemu chcę obejrzeć: Przede wszystkim kosmosy. Uwielbiam historie o astronautach i statkach kosmicznych, i chyba nie oglądałam jeszcze anime w takim klimacie. Opis sugeruje, że jest to science fiction z dużą dawką science i niezbyt przytłaczającą dawką fiction. Generalnie lubię, kiedy opowieści o lotach w kosmos mają w sobie nieco realizmu, jak np. „Odyseja kosmiczna 2001” lub „Interstellar”, a jak się jeszcze jest fanem anime... chyba sami rozumiecie:) Do tego anime jest ponoć wesołe, a humoru obecnie mi potrzeba.

Czemu mam opory: Anime liczy sobie 99 odcinków. Od dawna nie oglądałam tak długiej serii i nie zrozumcie mnie źle, wcale nie uważam, że duża liczba odcinków to jakaś wada. Wprost przeciwnie, już od jakiegoś czasu marzy mi się coś, co mogłabym oglądać dłużej niż tydzień, ale jest jeden problem. Jak mnie coś wciąga, to wpadam w to, jak w czarną dziurę. A obecnie nie dysponuję zbyt dużą ilością wolnego czasu, więc nieco obawiam się rozpoczynania długich serii, bo jeśli mi się bardzo spodoba, to nie będę wstanie robić niczego innego w wolnym czasie i zostanę nołlajfem na wiele tygodni.


2. Gyakkyou Burai Kaiji: Ultimate Survivor

 

Opis: W latach dziewięćdziesiątych Japonia była pogrążona w pierwszej recesji po II wojnie światowej. Jedną z ofiar kiepskiego stanu gospodarki stał się Itou Kaiji, który po ukończeniu szkoły średniej przeprowadził się do Tokio w poszukiwaniu pracy. Nie mogąc wyrwać się z biedy, trwonił czas i pieniądze na alkohol, papierosy i hazard. Po dwóch latach takiego życia jego sytuacja zmienia się wraz z wizytą lichwiarza, który przychodzi w sprawie długu Takeshiego Furuhaty. Kaiji swego czasu w chwili słabości został żyrantem, ale znajomy zaginął, a należność urosła do prawie czterech milionów jenów. Nasz bohater ma dwie możliwości do wyboru – spłacać dług przez najbliższe 10 lat albo wypłynąć razem z innymi dłużnikami na rejs statkiem „Espoir” (z francuskiego – nadzieja) i spróbować zdobyć pieniądze w grach hazardowych. Wiadomo, czyją matką jest nadzieja, i Kaiji najwyraźniej zalicza się do tej grupy, bo wystarczy parę sztuczek socjotechnicznych, by wybrał drugą opcję. Pytanie brzmi – dostaniemy przykład miłości rodzinnej czy też rodzicielka wyrzeknie się bohatera? - źródło a-o.ninja

Czemu chcę obejrzeć: O tym anime nasłuchałam się dużo dobrego. Że jest inne, poważne, że porusza interesujące tematy, że ma ciekawych bohaterów. Wydaje mi się, że mogłoby być mocno „vampirciowe” jeśli chodzi o klimat i ma dość przystępną liczbę odcinków (26 bodajże).

Czemu mam opory: Nie będę kłamać, kreska jest okropna. Z reguły mi to nie przeszkadza, jestem pod tym względem dość tolerancyjna, ale tutaj naprawdę masakruje moje poczucie estetyki.


 
 3. Texhnolyze





Opis: To anime znacznie odbiega od przeciętności. Jest mroczne, brutalne, enigmatyczne i oszczędne w słowach. Nagroda American Anime Awards przyznana w 2006 roku za najlepszy dialog w anime dobitnie świadczy, że mało nie znaczy kiepsko. Nie zmienia to faktu, że to nie akcja jest głównym atutem. Ciemne i mało kontrastowe rysunki wraz z dobrze dobranym podkładem dźwiękowym skutecznie tworzą nieprzeciętny nastrój dając mnóstwo czasu do namysłu pomiędzy kluczowymi momentami. Wielowątkowa fabuła powoli ujawnia zarys całości i powiązania pomiędzy postaciami. Koncepcja świata w którym przyszło żyć bohaterom posiada silne podłoże psychologiczne i filozoficzne wywodzące się z fantastyki naukowej. Aby to zrozumieć, trzeba jednak dotrwać do ostatnich odcinków. Brak dokładnej orientacji widza w realiach jest kolejnym zabiegiem związanym z kreowaniem atmosfery zagadkowości i dramatyzmu. Nie ma tu podziału na zło i dobro. Każdy istotny bohater należy do szarej strefy i będziemy mieli okazję poznać obie strony jego osobowości. W świetle tych faktów można śmiało stwierdzić, że anime to jest przeznaczone dla starszych widzów szukających odmiany pośród wszechobecnych schematów. - źródło shinden.pl

Czemu chcę obejrzeć: Jak czytam w opisie, że „to anime znacznie odbiega od przeciętności” to właściwie już czuję się zachęcona. Oprócz tego s-f i cyberpunk to coś, co vampircie bardzo, ale to bardzo lubią. Nie ukrywam też, że mroczne klimaty i wątki psychologiczne zawsze mnie przyciągały, ale jest pewien problem, o którym piszę poniżej.

Czemu mam opory: Ostatnio często łapię doła, przez co boję się, że oglądanie teraz mrocznej serii może nie być dobrym pomysłem. Owszem, dalej lubię ten klimat, ale wydaje mi się, że chyba trzeba zrobić sobie przerwę. A z drugiej strony kusi:(



4. Sidonia no Kishi





Opis: Ludzie uciekli z Ziemi przed obcymi zwanymi Gauna, którzy zniszczyli ich planetę i ruszyli w pogoń za niedobitkami gatunku ludzkiego. Przeżyć udało się nielicznym uciekinierom na statku o nazwie Sidonia, który musiał im służyć wiekami jako forteca. Sidonia no Kishi opowiada o losach chłopaka wychowywanego przez dziadka na dolnych, opuszczonych pokładach statku, będącym jedną z ostatnich nadziei ludzkości. Pewnego dnia w poszukiwaniu jedzenia młodzieniec wybiera się na jeden z górnych pokładów, zostaje zauważony, gdy kradnie ryż i podczas ucieczki przez nieostrożność zostaje złapany. Po tym incydencie zostaje wśród ludzi w świecie, którego do końca nie zna, ale mimo to zaprzyjaźnia się z nimi i postanawia, że będą razem bronić statku i ludzi, których pokochał.

Czemu chcę obejrzeć: Po pierwsze s-f i kosmosy, a o tym już pisałam. Po drugie opis fabuły brzmi naprawdę epicko i mocno, ale to bardzo mocno kojarzy mi się z twórczością Briana Aldissa, który jest jednym z moich ulubionych pisarzy. A do tego dochodzi ta łatwo przyswajalna ilość odcinków: 12.

Czemu mam opory: W tym przypadku jest to trochę trudne do wyjaśnienia. Po prostu nie jestem pewna, czy obecnie mam klimat na coś takiego. Mnie do wszystkiego jest potrzebny odpowiedni nastrój i wydaje mi się, że to nie jest ten moment, kiedy powinnam brać się za coś „aldissowego”.




5. Psycho Pass

 

Opis: Akcja ma miejsce w samowystarczalnej Japonii, odciętej od reszty świata, kierowanej przez Sybill - system komputerowy potrafiący przeskanować człowieka, analizując jego talenty, słabości, a nawet skłonność do popełnienia przestępstwa. Główna bohaterka, Tsunemori Akane, po ukończeniu szkoły i zdaniu egzaminów z najwyższą możliwą notą zostaje przydzielona do specjalnej jednostki policji zajmującej się prewencją – eksterminacją ludzi, których psycho-pass przekroczył bezpieczną granicę. Wymaga się od niej bezwzględnego posłuszeństwa i żelaznych ideałów, na których szczycie oczywiście musi stać stworzony przez Sybill porządek, w którym ludzi dzieli się na tych z czystym i tych z zamglonym pass’em. Pierwsi mają dostęp do wszystkich dóbr, rozrywek i praw, natomiast drudzy, nawet jeśli nigdy jeszcze nie popełnili żadnego przestępstwa, skazani zostają na ośrodek resocjalizacyjny lub śmierć - w zależności od osądu panującego Sybill. - źródło shinden.pl

Czemu chcę obejrzeć: Nie ukrywam, że to anime znajdowało się na szczycie mojej listy do obejrzenia bardzo długo i w zasadzie jedyny powód, dla którego go nie obejrzałam był taki, że gdy już miałam się za nie zabrać (autentycznie miałam się zabrać) nagle zmieniłam zdanie, stwierdziłam, że potrzebuję czegoś wesołego i zamiast niego obejrzałam „Yuri on Ice”. I od tamtej pory już nie miałam klimatu na bubę. Jednak „Psycho Pass” nie przestaje mnie kusić, bo fabuła naprawdę wydaje mi się bardzo obiecująca, samo anime ma niebywale wysoką ocenę na shindenie, bo aż 8,6 i naprawdę podoba mi się kreska. Do tego mam wrażenie, że mogłoby mnie mocno nawenić.

Czemu mam opory
: Za anime próbowałam się zabierać już od jakiegoś roku albo i dłużej, jednak ciągle coś mnie powstrzymuje. Chyba najbardziej obawiam się, że przytłoczy mnie koncepcja świata w tej serii. Bo ja się autentycznie boję takiego świata i mam wrażenie, że on wcale nie jest taki nieprawdopodobny do zaistnienia. Skoro już teraz przeżywam tak sam pomysł, który stoi za tą historią, to co będzie jeśli obejrzę? Ostatnio naprawdę niezbyt dobrze przyswajam bubę.



6. Jormungand




Opis: Głównym bohaterem serii jest „dziecko wojny” Johnathan Mar. Chłopiec traci rodzinę w wyniku ataku na jego wioskę, po czym okoliczności zmuszają go do brania udziału w kolejnych konfliktach zbrojnych jako regularny żołnierz. Za to, co go w życiu spotkało postanawia zemścić się na handlarzach bronią. Sytuacja zmienia się, gdy Jonah trafia do oddziału Koko Hekmatyar – kobiety trudniącej się właśnie handlem bronią. Chłopiec ma za zadanie bronić Koko, współpracując z pozostałymi członkami ekipy, wyspecjalizowanej w sztuce wojennej i zabijaniu. Gdy po raz pierwszy zostaje przedstawiony oddziałowi, wszyscy są przerażeni widokiem chłopca z pistoletem w ręce. Nic dziwnego, ponieważ twarz Jonaha jest totalnie wyzuta z emocji, a on sam sprawia wrażenie zawodowego mordercy. Niemniej szybko zostaje zaakceptowany przez swoich nowych towarzyszy, a to dzięki pierwszej udanej akcji i pierwszej zrobionej przez niego kolacji… W czasie serii bohater podróżuje po całym świecie towarzysząc pracodawczyni w niebezpiecznych interesach z wieloma rządami i organizacjami. - źródło shinden.pl

Czemu chcę obejrzeć: Jest to całkiem wysoko ocenianie anime akcji z przystępną liczbą odcinków. Po „Black Lagoon” przekonałam się, że anime akcji mogą być bardzo przyjemne, zwłaszcza jeśli są w nich interesujące i silne postacie żeńskie.

Czemu mam opory: Czy chcę już powracać do mocniejszych serii? No właśnie nie jestem pewna. Niby obecnie bardziej mi przeszkadza buba psychologiczna niż przemoc sama w sobie, ale mimo wszystko nie wiem czy to anime dostarczy mi tego, czego obecnie potrzebuję. Przy czym ja sama do końca nie wiem, czego potrzebuję, więc chyba właśnie dlatego stworzyłam ten ranking. Może pomoże mi zajrzeć w głąb siebie, czy coś w tym stylu.


środa, 11 października 2017

Nowy fanfik

Tak, wiem, że trudno w to uwierzyć, ale dzisiaj, po niesamowicie długiej przerwie, zaczęłam pisać fanfika. Jak to się stało i co to za fanfik? Cóż, przeprowadzka już za mną i wreszcie znalazłam czas na obczajenie nowych fandomów. Szczerze mówiąc nie wierzyłam, że trafi mi się jakaś inspiracja, ale najwyraźniej nie wyrosłam z bycia fangirlem i kilku fajnych bishonenów załatwiło sprawę;) Padło na "Yuri on Ice" właśnie ze względu na postacie, bo to one, nie fabuła, zawsze były dla mnie siłą napędową twórczości. W YoI są spoko postacie, ale banalna fabuła i do właśnie jest najlepsza podstawka pod fanfiki. Jeśli coś ma fabułę, w której niczego mi nie brakuje, to po co tworzyć do niej coś nowego? A tutaj jest całkiem duże pole do fanowskich manewrów.
Chyba po raz pierwszy postanowiłam osadzić akcję fanfika w moim rodzinnym mieście. Czemu? Bo ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł, żeby zorganizować w nim zimową olimpiadę, co mnie zainspirowało. Oczywiście w naszym wszechświecie ten pomysł nigdy nie doszedł do skutku (na szczęście), ale może w innym już tak, więc czemu by tego nie wykorzystać? Fabuła wygląda mniej więcej tak: 3 lata po wydarzeniach z anime nasza ukochana para łyżwiarzy przyjeżdża do Krakowa by obchodzić swoją rocznicę i przy okazji wziąć później udział w zawodach, ale ktoś bardzo pragnie pokrzyżować im plany. Zadaniem dzielnych funkcjonariuszy policji jest odkryć kto. Ani sport ani romans nie będą tu na pierwszym planie, ale na pewno odegrają względnie ważną rolę. W fiku pojawi się sporo OC i myślę, że będzie przystępny dla ludzi nie znających fandomu. Póki co przydałaby mi się mała pomoc, jeśli chodzi o niektóre szczegóły. Myślę, że poradzę sobie bez bety, bo to ma być raczej niezobowiązujące dzieło, ale gdyby znalazł się jakiś chętny do konsultacji, to byłoby super:)

środa, 2 sierpnia 2017

Chłodnik pomidorowo-paprykowy

Na upały najlepszy jest chłodnik (i parę innych rzeczy:P), dlatego postanowiłam podzielić się przepisem na mój ulubiony. Jak zwykle mam problem z określeniem proporcji, więc jak uznacie, że wolicie więcej pomidorów lub więcej papryki, to róbcie po swojemu. To nie ma tutaj tak dużego znaczenia.

Składniki:
- 1kg pomidorów
- 3 czerwone papryki
- 1 duża cebula
- 2 ziemniaki średniej wielkości
- natka pietruszki
- bazylia
- czosnek
- wędzona papryka słodka
- sól
- pieprz lub ostra papryka (opcjonalnie)
- olej z pestek winogron


Ziemniaki obrać i ugotować. Paprykę i cebulę pokroić (może być byle jak), a następnie podsmażyć na oleju z pestek winogron. Pomidory sparzyć i obrać. To wszystko zmiksować. Przed miksowaniem można dodać dwa ząbki czosnku (najlepiej wycisnąć). Jeśli się nie zmieści wszystko do blendera, można miksować na raty i potem połączyć ze sobą. Ja najpierw miksuję paprykę z ziemniakami, a potem pomidory. Doprawić solą, ewentualnie czymś pikantnym. Ja dodaję oliwy z chilli. Dodać łyżkę wędzonej papryki, posiekaną pietruszkę, bazylię. Dokładnie wymieszać. Ja lubię podawać z makaronem. Chłodnik powinien trochę posiedzieć w lodówce, zanim go będziemy podawać. Pyszności!

sobota, 1 lipca 2017

I zaczęło się

Klucze od nowego mieszkania odebrane, można zacząć remont. Trochę stresu jest, ale też spore podekscytowanie. Fajnie będzie wrócić w rejony, w których się wychowałam. Przez przypadek spotkałam tam wczoraj koleżankę, z którą straciłam kontakt kilkanaście lat temu. Teraz będziemy znowu praktycznie sąsiadkami i bardzo się cieszę z tego powodu. Generalnie znam sporo osób w okolicy, a w kupie siła. Pora spożytkować energię twórczą na wystrój nowego miejsca. O tym właśnie marzyłam.

sobota, 24 czerwca 2017

Czemu nic się nie dzieje

No właśnie, czemu nic tu nie piszę, skoro niedawno twierdziłam, że wena wraca. Generalnie wena wraca i odchodzi,  a ja doszłam do wniosku, że przestanę się nią przejmować. Będzie mi się chciało popisać, to zrobię to, jak nie... to trudno. Przynajmniej jeśli chodzi o opka i inne takie. Ale jeśli chodzi o posty na blogu, to czasami mam tak, że z jednej strony chciałabym o czymś napisać, a z drugiej strony dochodzę do wniosku, że lepiej nie / nie chce mi się / nie ma po co / itp. Za równo jeśli chodzi o poważne tematy, jak i te trywialne. Doszłam jednak do wniosku, że jeśli już pisać, to chyba wolę trzymać się z daleka od poważnych przemyśleń, bo jakoś nie mam ochoty na zażarte dysputy o życiu. Dlatego powracam do zagadnień trywialnych, a tym zagadnieniem na dziś jest: gdzie na pizzę w Krakowie? Dawno nie jadłam pizzy na mieście. Fajnie zrobić swoją własną, ale nie zawsze się chce:P I generalnie jestem zdania, że ciężko w Krakowie dostać dobrą pizzę. A to naprawdę nie jest trudne danie. Tylko trzeba mieć dobre składniki i umieć wypiekać ciasto, a okazuje się, że to przerasta większość lokali:(