wtorek, 8 stycznia 2019

Urodziny Meg

Z okazji twoich urodzin, Meg, chciałabym Ci życzyć wszystkiego najlepszego, ale przede wszystkim...

Życzę Ci dobrego życia,
Wielu nagród do zdobycia.
Dzisiaj za najlepszy blog,
A za książkę już za rok.
Żeby było bardzo miło
I pieniądzów Ci przybyło.
Żeby ludzie Cię kochali
I codziennie podziwiali.
Ale ty najlepiej wiesz,
Czego w życiu strasznie chcesz.
Obyś kiedyś to dostała
I nam o tym powiedziała.

I oczywiście, żeby Planeta Kapeluszy rozkwitała;)

niedziela, 6 stycznia 2019

Anime z Netflix

Ponieważ ostatnio miałam wolne oraz dostęp do Netflixa, obejrzałam kilka serii anime na tej platformie i postanowiłam podzielić się przemyśleniami. Kolejność jest taka, w jakiej je oglądałam, więc nie wyróżniam, które najlepsze.


Violet Evergarden



To anime upatrzyłam sobie już znacznie wcześniej, ale chciałam najpierw skończyć inne serie, więc trochę czasu minęło, nim się za nie wreszcie wzięłam. Jakże mile byłam zaskoczona, gdy okazało się, że jest dostępne na Netflixie. Seria opowiada historię młodej dziewczyny, która wychowała się jako żołnierz i nie znała praktycznie nic innego poza wojną. Jest pozbawioną emocji maszyną do zabijania, ale gdy nastaje pokój, próbuje się odnaleźć w nowym świecie, pisząc listy na zlecenie. Bohaterka próbuje za wszelką cenę zgłębić czym są ludzkie uczucia, starając się przelać na papier cudze emocje i poznając historie różnych ludzi. Całość osadzona jest w wyimaginowanej krainie, przypominającej trochę pierwszą połowę XX wieku.
Przyznam szczerze, anime to nie jest do końca w moim klimacie. Mocno skupia się na wątkach obyczajowych, psychologicznych i choć wspomina też o wojnie, nie uświadczycie w nim dużej ilości scen akcji. Urzekło mnie jednak tym, że w sposób mistrzowski pokazuje ewolucję głównej bohaterki od niepojmującej emocji socjopatki, do pełnej złożonych uczuć dziewczyny. Anime to jest prawdziwym wyciskaczem łez i nie zamierzam ukrywać, że płakałam na nim jak małe dziecko. Do tego dobra muzyka i ładna oprawa graficzna pokazują ogromną dbałość o szczegóły. Po prostu widać, że jest to seria dopieszczona, dopracowana pod każdym względem i choć nie brakuje w niej tragicznych wątków, to uważam, że jej ogólny wydźwięk jest pozytywny. Polecam z całego serca.


B: The Beginning



Akcja serii rozgrywa się w czasach współczesnych, ale w fikcyjnym, wyspiarskim kraju. Z początku zanosi się na typowy kryminał: mamy tu seryjnego mordercę, młodą policjantkę i geniusza dedukcji. Okazuje się jednak, że zabójstwa to tylko czubek góry lodowej, a zdecydowanie większą zagadkę stanowią tajemnicze istoty o nadludzkich zdolnościach. Anime wciągnęło mnie niezmiernie tymi wszystkimi zwrotami akcji, dużą ilością pytań, które nachodzą w czasie oglądania, ciekawymi postaciami i atmosferą suspensu. Bardzo spodobało mi się, że w drużynie jest kobieta informatyk, która naprawdę wyróżnia się ze swoimi umiejętnościami. Jeśli chodzi o sam wątek „boskich istot”, jest on na tyle ciekawie przedstawiony, że z jednej strony kojarzy się trochę z fantasy, a z drugiej wiele rzeczy zostaje naukowo wyjaśnionych.
Przyznaję, że nie wszystkie postacie przekonały mnie do siebie, ale są też takie, które bardzo polubiłam, np. Keith i Lily. I może to tylko ja tak mam, ale zabrakło mi tam jakiegoś wątku romantycznego. Tak, wiem, to by było oklepane, ale czasami mi tego brakuje w animcach. Jednak ogólnie rzecz biorąc jest to seria, której drugiego sezonu wyczekuję. Ciekawa jestem, co będzie w nim głównym wątkiem, bo ten z pierwszego wydaje się już zamknięty. Generalnie jeśli lubicie kryminały, w których dzieje się „coś dziwnego”, to jest to anime dla was.


Castlevania



Technicznie rzecz biorąc to nie do końca anime, bo produkcja jest zachodnia, ale stylizowana na anime, więc wrzucę ją do tego samego worka. O wampirach powstało już wiele historii, więc seria może nie wydawać się zbyt odkrywcza, a jednak ma w sobie coś, co przykuło moją uwagę. I od razu mówię, że gier nie znam, więc nie będę oceniać tego jako adaptację.
Fabuła zaczyna się tak, że ludzka żona Drakuli pod jego nieobecność zostaje posądzona o czary i spalona na stosie. To wkurza księcia ciemności, który decyduje się na srogą pomstę, czyli anihilację całej ludzkiej rasy. Pojawia się jednak dzielny pogromca demonów, magiczka oraz syn Drakuli Alukard, którzy wspólnie tworzą drużynę i chcą pokonać zło. Brzmi banalnie, prawda? I od razu mówię, nie lubię tu protagonistów, są nudni i sztampowi. Ale Dracula... O, to inna bajka. Ta oklepana już z pozoru postać w Castlevani jest przedstawiona bardzo ciekawie. Nie jest doszczętnie przesiąknięty złem, nie odczuwa żądzy zabijania ludzi tylko dlatego, że taka jest natura wampira. Jego motywacja jest bardzo przekonująco uzasadniona i autentycznie było mi żal tej postaci. Do tego ma dużo fajniejszą drużynę niż ludzie, więc zamiast kibicować „tym dobrym”, to ja zachwycałam się Drakulą i jego pomagierami.
Ogólnie rzeczy biorąc seria dupy nie urywa, ale też ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się ją obejrzeć do końca. Jeśli lubicie historie, w których to czarny charakter jest dużo ciekawszą postacią od protagonisty, to warto spróbować.

Devilman Crybaby



Chyba najdziwniejsza produkcja z wszystkich tu wymienionych. Z początku spodziewałam się nieco głupawej serii, takiej trochę jak „Martwe Zło”. Czyli czegoś krwawego, niecenzuralnego i trochę na śmieszno. I owszem, jest krwawo, jest niecenzuralnie, ale... czy na śmieszno? Przyznam szczerze, drugie dno tej serii mnie zaskoczyło i dało mi mocno po pysku. Początkowe odcinki rzeczywiście mogą stworzyć mylne wrażenie, że chodzi tu głównie o gore i cycki, ale z czasem fabuła robi się coraz bardziej niepokojąco poważna. Ale o czym to w ogóle jest? Bardzo pokrótce, jest to o kolesiu, który staje się jakby nosicielem demona, ale udaje mu się stłamsić jaźń diabła, więc technicznie rzecz biorąc staje się człowiekiem o super mocach. Postanawia używać ich w walce z demonami, nigdy przeciwko ludziom. Tylko czy aby na pewno ludzie to „ci dobrzy”?
Mój główny zarzut do tego anime jest taki, że graficznie wygląda po prostu słabo. Tak jakby budżet stanowiła flaszka wódki i garść grzybów. Niektóre ujęcia są nawet okej, innej wyglądają jak narysowane w paincie. Z drugiej strony, może taki był zamysł artystyczny? Ciężko powiedzieć, bo niby w ten sposób wygląda to bardziej groteskowo. Ale pomijając kwestie wizualne, anime mocno mnie zaskoczyło, bo o ile dobrze zrozumiałam jego przesłanie, to ma bardzo przerażający wydźwięk: ludzie to potwory. Łatwo ich zmanipulować i sprawić by dopuszczali się takiego bestialstwa, że w niczym nie są lepsi od demonów. Dlatego jeśli chcecie stracić wiarę w ludzkość, lub już ją straciliście, to polecam. Nie polecam fanom ciepłych historii ze szczęśliwym zakończeniem.

wtorek, 1 stycznia 2019

Noworoczny wpis

Miałam ochotę napisać coś ciekawego, ale jestem w wybitnie niekreatywnym nastroju. Serio, nawet głupiego wierszyka nie umiem sklecić. Chciałabym złożyć wam jakieś wyjątkowe i nieszablonowe życzenia, ale cóż, będzie zwyczajnie. Naturalnie życzę wam zdrowia, szczęścia i miłości, nie tylko w nowym roku, ale w ogóle. Ale też mądrości, bo wydaje mi się, że to jest nam wszystkim bardzo potrzebne w czasach, w których jesteśmy zalewani fałszem ze wszystkich stron i po prostu musimy umieć odróżniać prawdę od kłamstw. Bez mądrości nie ma postępu, nie ma lepszego świata, dlatego tak, to chyba moje hasło przewodnie na ten rok: mądrość. A oprócz tego pieniążków i czego tylko sobie zamarzycie;)

sobota, 1 grudnia 2018

Kulinarne plany na grudzień

A co mi tam, będę ciągnąć temat. Zwłaszcza, że w grudniu są święta, więc ma się ochotę zrobić dużo dobrych rzeczy.
- zupa z suszonymi grzybami - ostatnio kupiłam w Selgrosie wielką paczkę suszonych borowików, więc koniecznie muszę to wykorzystać do jakiejś pysznej zupki.
- jakaś "chińszczyzna" - tak, wiem, że na razie to strasznie ogólnikowo piszę, ale tak czasem jest, że mam pomysł na coś "mniej więcej" i dopiero jak robię zakupy to zaczyna mi się precyzować, co dokładnie zamierzam zrobić. Ostatnio mam ochotę na smaki azjatyckie, choć oczywiście nie umiem gotować autentycznych dań z tego regionu, ale chętnie się zainspiruję.
- kawior z bakłażana - to już brzmi konkretnie... i dziwnie. Ale ostatnio natknęłam się na ten przepis przeglądając bloga Jadłonomia i uznałam, że jest dość prosty. A do tego uwielbiam bakłażana i ostatnio mam ochotę częściej go robić.
- sałatka z pieczonego bakłażana, papryki i mozzarelli - znalazłam ten przepis w książce "Obfitość" i uznałam, że chcę go zrobić, bo prosty, bo bakłażan, bo lubię sałatki. Generalnie uważam, że ciężko jest znaleźć dobre przepisy na sałatki.
- smalec z fasoli z porem i gruszką - klasyczny smalec z fasoli robiłam nie raz, ale chciałabym coś urozmaicić i ten przepis bardzo mnie zaciekawił.
- pasztet z soczewicy - też robiłam nie raz, ale zawsze było to moje własne eksperymentowanie. Tym razem uznałam, że wykorzystam przepis z Jadłonomii, bo póki co wszystkie się sprawdzają. Myślę, że to może być dobre na święta.
- ciasto guinness - z reguły nie piekę, ale uparłam się, że tym razem na święta zrobię coś słodkiego. Jeszcze nie wiem na sto procent, czy to będzie akurat to ciasto, ale przykuło moją uwagę, gdy przeglądałam przepisy na termomix. Wygląda na tyle prosto, że chyba nawet ja powinnam z nim sobie poradzić.

sobota, 24 listopada 2018

Jestem na tumblerze

Stwierdziłam, że o tym napiszę, bo w sumie czemu nie. Coś mnie natchnęło i założyłam sobie konto na tumblerze https://www.tumblr.com/blog/vampircia Co prawda jeszcze nie wiem, czy będę go używać do czegoś więcej niż tylko obserwowanie co wrzucają inni i okazjonalne komentowanie, ale zobaczymy. Ostatnio sporo się dzieje w moim twórczo-fandomowym życiu. Przede wszystkim po ponad dwuletniej przerwie wzięłam się za kontynuowanie "Wyzwań" i nowy rozdział już się pisze. Dodało mi to niesamowitych skrzydeł, ponieważ w pewnym momencie już praktycznie straciłam wiarę, że jeszcze kiedykolwiek odzyskam wenę. Jeśli jesteście zainteresowani, śledźcie blog ISETverse, do którego link jest w rubryce "odwiedzam".
Inna sprawa jest taka, że zaczęłam nadrabiać mangi i animce, co ma bardzo pozytywny wpływ na moją wenę. Można wręcz rzec, że ostatnio wciągnęła mnie seria "The Grandmaster of Demonic Cultivation" (wciąż nie mogę zapamiętać oryginalnego tytułu), o której być może napiszę oddzielnego posta, gdy lepiej się z nią zapoznam. Tak czy siak, miło jest znowu tworzyć i oglądać animce:)

niedziela, 11 listopada 2018

Dziwny dzień

Z reguły nie zaczynam dnia od wpisu na blogu, ale dzisiaj jest dziwny dzień i zaraz wyjaśnię czemu. Otóż miałam dzisiaj problem ze spaniem. Nie wiem, czy to przez to, że wczoraj wieczorem wypiłam kawę, czy przez to, że za dużo zjadłam na przyjęciu, ale generalnie przyśniła mi się incepcja. Śniło mi się, że mi się śniło, że mam fajny pomysł na opowiadanie. Obudziłam się we śnie i tak spodobał mi się ten pomysł, że zaczęłam go rozkminiać. Potem obudziłam się na serio i... dalej zaczęłam rozkminiać ten pomysł. I nie mogłam już zasnąć. Czy ten pomysł rzeczywiście jest taki super? Czas pokaże. Z pomysłami w snach często jest tak, że wydają się super tuż po obudzeniu, a im więcej czasu mija, tym bardziej dochodzi się do wniosku, że to jednak debilny pomysł. Dlatego nie nastawiam się, że nagle wróci mi wena, ale też nie chcę całkowicie skreślać tego pomysłu, bo może kiedyś się przyda. Dlatego postanowiłam napisać o tym tutaj, żeby nie zapomnieć.
Kolejną dziwną rzeczą jest to, że dziś mamy setną rocznicę odzyskania niepodległości, a ten pomysł ma związek z ostatnim stuleciem historii Polski. Ale... jest dziwny. Serio, jest tak dziwny, że boję się własnego umysłu:P Ale opowiem tak ogólnie, o co chodzi. Szczegółów nie będę zdradzać tak na wszelki wypadek, gdyby jednak kiedyś zachciało mi się to napisać. Generalnie pomysł jest taki, że ponad stuletni wampir (polski wampir) spotyka babę, która pracuje nad wehikułem czasu i nemezis tego wampira próbuje zdobyć ten wehikuł, żeby zmienić historię. I wiem, że to mało, ale serio na razie więcej wolę nie mówić. Co ciekawe rozkminiłam już całkiem sporo i zastanawiam się, czy sobie szczegółowych notatek nie zrobić. Tak na wszelki wypadek;) Ale może się też okazać, że jutro jak się obudzę, to już wszystko pójdzie w zapomnienie i uznam pomysł za durny i nie wart zachodu. Ale jeśli jest choć cień szansy, że jakaś wena pozostanie, to czemu nie mieć nadziei? No bo czyż tytuł "Wampiry i podróż w czasie" nie był by epicki? Życzę wam wszystkiego dobrego w tym dniu.

niedziela, 4 listopada 2018

Kulinarne plany na listopad

Tematyka tego posta może wydawać się śmiesznie prozaiczna, ale już tłumaczę, o co chodzi. Często jest tak, że mam ochotę ugotować dużo różnych potraw, ale albo nie mam czasu, albo zapominam, co tak naprawdę chciałam zrobić. Oczywiście można po prostu zapisywać to w zeszycie, albo na karteczkach, ale doszłam do wniosku, że jak zrobię to tutaj, to będę mieć więcej frajdy. I może rzeczywiście w ten sposób będę się mogła zorganizować i przyrządzić to, co tak ciągle za mną chodzi. Jak ta forma się sprawdzi, to może będę tworzyć podobne posty na inne miesiące, zobaczymy.
Zapiekanka ziemniaczana z wege "mięsem" - jak nie wiecie, co to wege "mięso", to zapraszam do tego postu. Zapiekanki z ziemniaków nie robiłam od lat, ale jakoś nie dawno pomyślałam sobie, że to mogłoby fajnie wyjść z niektórymi seitanowymi produktami. Mam ich jeszcze sporo w lodówce, więc chętnie któryś do tego wykorzystam, tylko muszę się wstrzelić w taki termin, żeby móc się z tym zorganizować. Jak się pracuje o bardzo nieregularnych porach, to z niektórymi potrawami jest problem, dlatego najczęściej robię po prostu potrawki, które starczają na kilka dni i które można w pracy odgrzać w mikrofali.
Turecka zupa soczewicowa - to danie już wcześniej robiłam, nawet nie raz i po dłuższej przerwie mam na nie znowu ochotę, bo pasuje na jesień. Jest wygodne, bo nie jest pracochłonne, nie musi być jedzone na świeżo i można wziąć do pracy, więc myślę, że tu nie będzie problemu ze zorganizowaniem się, o ile nie zapomnę.
Barszcz ukraiński - tej zupy jeszcze nigdy nie robiłam i aż wstyd, bo widnieje w jednej z moich ulubionych książek kucharskich: w Jadłonomi. Ale jakoś dopiero dzisiaj przeczytałam dokładnie przepis i zdałam sobie sprawę, że jest naprawdę prosty. Teraz mam smaka na to danie, więc będę musiała je niebawem zrobić.
Sałatka jarzynowa z ziemniakami zamiast jajek - choć na razie robiłam tylko raz, to uważam, że smakuje mi bardziej niż tradycyjna sałatka jarzynowa. W sumie też proste do zrobienia, ale nie jakieś super szybkie, więc pewnie zrobię w jakiś luźniejszy dzień. Niby dziś jest luźniejszy dzień, ale już mam co jeść, więc sałatka musi poczekać.
Klopsiki szwedzkie z czerwonego ryżu - też danie z Jadłonomii. W sumie to jeszcze nie wiem, czy to plan na listopad, czy na grudzień, bo ostatni raz robiłam je na wigilię (wiem, mało tradycyjnie:P) i teraz jakoś mi się kojarzą świątecznie. Ale może mi przyjdzie ochota już wcześniej, nie wykluczam tego, bo mi ostatnio chodzą po głowie.
Smarowidło z dyni i suszonych pomidorów - wczoraj wyczaiłam na blogu Jadłonomia i stwierdziłam, że będę musiała zrobić, bo uwielbiam dynię i uwielbiam suszone pomidory. I nie raz robiłam smarowidła z jednych i drugich, ale zawsze oddzielnie. Jakoś nigdy nie wpadłam na to, żeby je połączyć.
Może to za krótka lista, żeby wypełnić cały listopad, ale pamiętajmy, że jeszcze musi zostać miejsce na improwizację;) A tak w ogóle, to nie wiem, czy nie zmienię wyglądu bloga. Ten już trochę mi się znudził. Mam ochotę na jakąś minimalistyczną elegancję.