sobota, 23 czerwca 2018

Stargate Atlantis - opinia

Zabieram się do tego, zabieram i zabrać nie mogę, więc pewnie jak zwykle wyjdzie dość ogólnikowo. SGA nie jest lepszy od SG1, ale nie jest też dużo gorszy. Nauczeni doświadczeniem twórcy zdołali wyeliminować większość głupot, które pojawiały się w początkowych sezonach SG1, ale zabrakło też legendarnych odcinków. Generalnie jest mniej świetnych odcinków i mniej beznadziejnych, za to sporo takich se. Postacie przypadły mi do gustu, zwłaszcza Ronon i McKay, i podoba mi się, że pojawiają się też bohaterowie z SG1, więc nie jest to taki spin-off całkowicie oderwany od oryginału. Oglądało się też o tyle dobrze, że większości odcinków naprawdę nie pamiętałam.
Co ciekawe w SGA głównych złych nie do końca uważam za złych. Oczywiście stanowią zagrożenie dla ludzi i trzeba z nimi walczyć, ale w przeciwieństwie do Goa'uld czy Ori nie robią tego, co robią, bo mają taką fanaberię, tylko dlatego, że potrzebują "jeść" ludzi, żeby przetrwać. Jest to nieco odmienne spojrzenie na rasę wrogich kosmitów i pewien powiew świeżości. Zdecydowanie bardziej denerwowali mnie pomniejsi wrogowie wśród ludzi, którym ekipa Atlantisa powinna skopać tyłki dużo dotkliwiej niż robiła to w rzeczywistości. Często brakowało mi satysfakcji płynącej z tego, gdy denerwująca postać dostaje to, na co zasłużyła. Chociaż trzeba przyznać Rononowi, że był bardzo chętny do kopania tyłków, więc plus dla niego. Minus dla Shepparda za próby udawania kapitana Kirka i głupie zgrywanie szlachetnego w niektórych sytuacjach.
Ogólnie polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz